MOJE EGIPSKIE POŁUDNIOWE SAFARI

autor: Agnieszka Kruczkowska

Mimo mojego niezbyt zawansowanego wieku, miałam okazję nurkować już w wielu ciekawych miejscach. Jako członek Klubu Nurkowego Exstream z Wrocławia regularnie partycypuje w wyjazdach nurkowych. Od naszych polskich jezior i kamieniołomów poczynając, poprzez Morze Śródziemne, Adriatyk, Morze Czarne, aż do wspaniałych raf Morza Czerwonego. Moja najbardziej kolorowa, nurkowa przygoda zaczęła się w kwietniu 2005 roku. Wtedy to marzenia o ciepłej wodzie, cudownych, kolorowych, pełnych życia rafach stały się rzeczywistością. Nie miałam pojęcia, że istnieją tak piękne i różnorodne gatunki ryb, skupione na niewielkiej przestrzeni wokół koralowych budowli. Spotkałam się już wcześniej z bogactwem podwodnej fauny i flory, ale egipskie miejsca nurkowe okazały się o wiele bardziej okazałe niż moje najśmielsze oczekiwania.

Wyruszyliśmy w rejs po rafach na głębokim południu egipskiego Morza Czerwonego jedząc śniadanie w jadalni jachtu motorowego Spirit of Folk. Choć słońce mocno świeciło, wiatr wiał nieubłaganie, co powodowało kołysanie się łodzi, a tym samym nie najlepsze samopoczucie uczestników wyprawy. Po kilku godzinach od wypłynięcia z Port Galeb, nasz egipski przewodnik divemaster Talaat zaprosił nas do salonu, gdzie omówił nurkowanie. Briefing miał miejsce przed każdym zejściem pod wodę. Kilka minut później, wiedząc jak wygląda kawałek rafy na bezkresnym oceanie, wszyscy już składali swój sprzęt i ubierali pianki. Nareszcie! Pierwsze nurkowanie! Morze było nadzwyczaj ciepłe (26°C) i bardzo przejrzyste. Gdy tylko zeszłam pod wodę, zauważyłam mieniące się jaskrawymi kolorami korale. Mnóstwo małych rybek dosłownie otaczało mnie, przepływałam przez ławice rozstępujące się na mój widok i łączące się ponownie. Ukwiały, gorgonie leniwie kołysały się w prądzie, a płaszczki kamuflowały się pod powierzchną piasku wyścielającego dno. Niestety, pod wodą czas szybko mija. Po czterdziestu minutach trzeba jeszcze wykonać przystanek bezpieczeństwa i kierować się ku drabinkom naszego statku. Opłukałam sprzęt i udałam się do salonu na posiłek. W tym czasie egipska obsługa napełniła nasze butle. Chwila przerwy po doskonałym jedzeniu i … następne nurkowanie! W każdym, kolejnym dniu nurkowaliśmy przynajmniej trzy razy. Kto miał siłę i ochotę nurkował również w nocy.

Zrobiłam dwadzieścia nurkowań w przeciągu pięciu dni nurkowych naszego safari. Nie przepuściłam żadnej okazji do zejścia pod wodę! Potrzebowałabym mnóstwo czasu, aby opisać to wszystko, co widziałam, ale kilka moich podwodnych doświadczeń chciałabym wam przybliżyć. Jednym z nich było pływanie z maską i fajką z delfinami. Dopływaliśmy właśnie do rafy Sathaya (Dolphin’s House), kiedy jeden z członków załogi przywołał gwizdaniem delfiny. Pojawiły się one wokół naszego jachtu. Po kilku minutach wszyscy usadowiliśmy się w pontonach, którymi podpłynęliśmy w sam środek stada. Wskoczyliśmy do wody. Wtedy ponad piętnaście tych wspaniałych ssaków otoczyło mnie z każdej strony. Pływały, obracały się wokół własnej osi, skakały ponad powierzchnię wody, a do tego wydawały charakterystyczne dźwięki w swoim języku. Zaraz potem dopłynęło do nas kolejne stadko, jeszcze kilkanaście sztuk. Zaczęły krążyć pomiędzy nurkami a kolorową rafą. Najwyraźniej po dziesięciu minutach znudziło im się nasze towarzystwo, ponieważ odpłynęły w swoją stronę. Załoga odłowiła nas z wody na szybkie, zwrotne pontony i przetransportowała z powrotem na pokład naszego statku bazy.
Pamiętnym wydarzeniem było nurkowanie na rafie Elphinstone. Nasz przewodnik Talaat obiecał, że podczas safari zobaczymy rekina (Oceanic White Tip Shark) i oznajmił, iż dopływamy na miejsce gdzie go z pewnością spotkamy.

Byłam zaskoczona spokojnym tonem jego głosu podczas wypowiadania tych słów, ale cóż, pewnie nasz przewodnik wie dobrze o czym mówi, przecież to jego zawód. Co prawda w jadłospisie tych ryb nie ma ludzi, ale to jednak drapieżnik, więc trzeba się mieć na baczności. Tym razem miałam zejść pod wodę właśnie z Taalatem. Podczas oglądania ciekawie ukształtowanej rafy, ujrzałam ławicę barakud i tuńczyków, a następnie wielkiego, zielono-niebieskiego Napoleona. Kiedy wynurzyliśmy się i weszliśmy na „Zodiaka”, zdjęliśmy sprzęt, a nasz sternik wskazał nam rejon gdzie tuż pod powierzchnią zauważono rekina. Wskoczyliśmy, już bez butli i automatów, ponownie do wody. Po kilku minutach straciłam jakąkolwiek nadzieję na zobaczenie tego drapieżnika, lecz nagle pojawił się w błękitnej toni. Płynął spokojnie, z gracją, a małe, czarno-białe rybki (Pilot Fish) towarzyszyły mu sporą gromadką. Widok był cudowny: rekin pływający wokół nurków obserwujących go jak gdyby znajdowali się w wielkim akwarium - z największą atrakcją Morza Czerwonego. W pewnym momencie, ta ogromna ryba zaczęła płynąć prosto na mnie! Przeraziłam się strasznie. Zapewniam, iż nikt z was nie chciałby znaleźć się na moim miejscu w tamtej chwili. Wszelkie próby oddalenia się, spełzły na panewce. Uświadomiłam sobie, że woda nie jest naszym naturalnym środowiskiem i machanie gumowymi płetwami tylko wabi, zaciekawionego ruchem rekina. Kiedy był już około dwudziestu centymetrów ode mnie, skręcił gwałtownie w kierunku błysku flasha. Uff… Na szczęście ktoś akurat zrobił mu zdjęcie. Chwilę później egipska załoga wyłowiła nas z wody i odstawiła na łódź.


Tych ekscytujących wrażeń z safari nie zapomnę do końca życia. Uważam, że każdy z was, jeśli nurkuje, powinien udać się na podobną wyprawę, która zapewnia zdobycie wielu nowych doświadczeń i przeżyć.
 


PS. Rodzice! Wyjazd na nurkowanie waszych dzieci jest dużo ważniejszy dla poszerzania ich horyzontów, poznania prawdziwego świata, innych kultur, niż kilka dni spędzonych w ławce szkolnej. To również hartowanie organizmu, nauka odpowiedzialności za siebie i partnerów. A więc do zobaczenia na plażach świata!!!